Trudne życie z pamięcią
Jestem złą publicznością dla swojej pamięci.
Chce,
żebym bezustannie słuchała jej głosu,
a ja się
wiercę, chrząkam,
słucham i nie słucham,
wychodzę,
wracam i znowu wychodzę.
Chce mi bez reszty
zająć uwagę i czas.
Kiedy śpię, przychodzi jej to
łatwo.
W dzień bywa różnie, i ma o to żal.
Podsuwa
mi gorliwie dawne listy, zdjęcia,
porusza wydarzenia
ważne i nieważne,
przywraca wzrok na prześlepione
widoki,
zaludnia je moimi umarłymi.
W
jej opowieściach jestem zawsze młodsza.
To miłe, tylko
po co bez przerwy ten wątek.
Każde lustro ma dla mnie
inne wiadomości.
Gniewa
się, kiedy wzruszam ramionami.
Mściwie wtedy wywleka
wszystkie moje błędy,
ciężkie, a potem lekko
zapomniane.
Patrzy mi w oczy, czeka, co ja na to.
W
końcu pociesza, że mogło być gorzej.
Chce,
żebym żyła już tylko dla niej i z nią.
Najlepiej w
ciemnym, zamkniętym pokoju,
a u mnie ciągle w planach
słońce teraźniejsze,
obłoki aktualne, drogi na
bieżąco.
Czasami mam jej towarzystwa
dosyć.
Proponuję rozstanie. Od dzisiaj na
zawsze.
Wówczas uśmiecha się z politowaniem,
bo
wie, że byłby to wyrok i na mnie.
Wisława Szymborska

